Harlan Coben „Wszyscy mamy tajemnice”

Tytuł oryginału: „Live Wire”
Liczba stron: 462

Harlan Coben

Myron Bolitar jest agentem, wraz z przyjaciółmi prowadzi firmę i pomaga gwiazdom sportu. Jedna z jego klientek, dobra znajoma przychodzi, prosi go o pomoc i w tym momencie rusza lawina zdarzeń. Bolitar próbuje złożyć w całość pojedyncze fragmenty układanki. Zaczyna od poszukiwań męża klientki. Nagle okazuje się, że Suzze T. (czyli wcześniej wspomniana klientka) popełniła samobójstwo. Jednak Myron nie może w to uwierzyć i postanawia poprowadzić śledztwo na własną rękę. Trafia na ślady swojej bratowej, z którą od piętnastu lat nie miał żadnego kontaktu. Dowiaduje się, że jego brat zaginął, a jego rodzina żyje w ciężkich warunkach. Zakończenie jest…zaskoczeniem. Wszystko cięgle wydaje się być ze sobą ściśle powiązane, potem faktycznie wszystko się logicznie łączy, a na koniec okazuje się, że wcale nie wszystko…
Strasznie spodobała mi się postać Wina (przyjaciela Myrona), mimo, że nie chciałabym spotkać takiego faceta na swojej drodze, był strasznie wesołą postacią i po prostu go polubiłam  :-D Razem z Myronem tworzą naprawdę ciekawy kontrast i są tacy, jacy powinni być: różni. Wzajemnie się dopełniają i właśnie dlatego są przyjaciółmi.

Zanim zaczęłąm czytać tą książkę, wiele o niej słyszałam. Dużo osób mi ją polecało. Może właśnie dlatego trochę mnie rozczarowała. Po takich zapowiedziach spodziewałam się po nie więcej. Przebrnęłam do końca, ale trochę mi to zajęło, bo książka nie przypadła mi do gustu. Jednak muszę przyznać, że zakończenie ujęło mnie za serce  ;-) 

Don Miguel Ruiz „Cztery umowy”

Tutuł oryginału: „The four agreements”
Liczba stron: 124

Co jeśli cały świat, który znamy, cierpi z powodu choroby? Co mu jest? Ludzie są ślepi, ospali, nie chcą lub nie wiedzą jak stać się wolnymi, szczęśliwymi ludźmi. To są założenia autora, które przedstawia nam już na samym początku. Pewnie nie sięgnęłabym po tą książkę, bo nie przepadam za wszelkiego rodzaju poradnikami. Tym razem usłyszałam „Przeczytaj, jest naprawdę ciekawa. Krótka, a treściwa”. Rozmiar książki zdecydowanie jest jej atutem   :-D Nie musiałam nosić kolejnej cegiełki (bo noszę też podręczniki). Czyta ją się bardzo szybko. Ale wróćmy do tematu choroby świata. Według autora ludzie nie mogą osiągnąć szczęścia, bo ciągle sami, siebie ograniczają. Nie chodzi o to, żeby nagle przestać wierzyć we wszystkie zasady prawa. Wręcz przeciwnie chodzi o samoakceptację, miłość do świata i przede wszystkim do siebie. 

IMG_20160107_171858

Padło w niej bardzo wiele stwierdzeń, które złapały mnie za serce. W dodatku autor ma dość nietypowe spojrzenie na wiarę i Boga. Grzechem jest dla niego robienie czegoś bez miłości, samoakceptacji, pasji; robienie czegoś wbrew sobie.

Jakie są cztery umowy, które masz ze sobą zawrzeć?
*Szanuj swoje słowo. Ma moc sprawczą, może być dobrym lub złym zaklęciem.
*Nie bierz niczego do siebie. To tylko opinie innych, czasami tylko nam się wydaje, że ich słowa były „przytykiem”  do nas.
*Nie zakładaj niczego z góry. Nie rezygnuj tylko dlatego, że „i tak nie dasz rady”
*Rób wszystko najlepiej jak potrafisz. Zawsze dawaj z siebie 100% i pamiętaj, że nie zawsze masz tyle samo energii.

„Masz siłę, by tworzyć piekło. Masz też siłę, by stworzyć raj”

 

Druga umowa na temat brania do siebie czyjegoś zdania, przypomniała mi wywiad, który niedawno oglądałam. Także podrzucam wam też linka  :-P

Zaległości z bibliotecznych półek

Tak jak pisałam wczoraj mam kilka książek z biblioteki, które kurzą się na półce, bo różnie bywało z czasem. Od nich zacznę. Tytułów jest 8, ale oczywiście książek mi nie zabraknie, bo moja domowa biblioteczka ciągle powiększa się o kolejne  ;-)

Matthew Pearl „Klub Dantego”
Harlan Coben „Wszyscy mamy tajemnice”
Ryszard Kapuściński „Heban”
Łukasz Bernady „Królewna na dnie studni”
Fannie Flagg „Nie mogę się doczekać, kiedy wreszcie pójdę do nieba”
Beata Pawlikowska „Blondyna u szamana”
Don Miguel Ruiz „Cztery umowy”
Stefan Żeromski „Ludzie bezdomni”

Nie wiem jak u was, ale u mnie już wczoraj spadł pierwszy śnieg! Także nie ma co czekać, wracam mojej serii „Książka i kubek kawy”. Wszystko dla zabicia nudy w chłodne (ale optymistycznie skracające się) zimowe wieczory.
Pierwsza recenzja już w przygotowaniu  :*

„Trzy metry nad niebem” Federico Moccia

Koniec! Przebrnęłam. Wstyd powiedzieć, ale męczyłam tą książkę jakoś od marca. Utknęłam jakoś na 10, może 15 stronie. Reszta w tym tygodniu, gdzie i tak za dużo czasu nie miałam, ale jestem dumna.

Jak to możliwe, że kiedy ktoś słyszy Federico Moccia od razu kojarzy „Trzy metry nad niebem”? 

DSCF1582

Babi jest dziewczyną poukładaną, spokojną, dobrą uczennicą. Step – typ raczej nie przyjemny. Czyli klasyk. Ich drogi się ciągle przeplatają, przyjaciółka Babi i przyjaciel Stepa zostają parą, co zmusza ich do widywania się. Jak być może pamiętacie („Nie wierzę w powroty”), nie cierpię niezdecydowanych bohaterów, a właśnie taka jest Babi. Niby chce z nim być, ale nie chce. Wie jaki jest, a mimo to ciągle się nim rozczarowuje, liczy, że będzie jak w filmach i zupełnie go zmieni. Stepa polubiłam, żal mi go, bo to w sumie nie jego wina, że jest jaki jest. Każdego z nas zmieniają wydarzenia, które nas spotykają, a on jest tylko jedną z ich ofiar. Trochę mi przypomina Christiana, on też był zraniony i zrażony do ludzi, co nie pozwalało mu być „normalnym” (okropne słowo, dlaczego pozwalamy sobie narzucić co jest, a co nie jest normalne?). Albo po prostu jestem typową dziewczyną i dlatego podobają mi się takie postacie, myślcie co chcecie :-D To czym zaskoczyła mnie książka, to zdecydowanie brak happyendu, aż mi się smutno zrobiło…  :-( Nie rozumiem jak Moccia mógł to zrobić… Może jestem staromodna, ale o prawdziwą miłość się walczy, a kiedy naprawdę to nie jest to, są lepsze i gorsze sposoby, żeby tą drugą „połówkę” o tym poinformować.
Czytaliście? Co myślicie o zakończeniu?

A teraz wracam do mojego pytania… Dlaczego? Szczerze mówiąc nie rozumiem. Może przez to zakończenie. Jednak po „Wybacz, ale będę Ci mówiła Skarbie” podobało mi się bardziej. Przede wszystkim Niki wydawała mi się bardziej pogodną postacią od Babi
i potem ciężko mi było tak po prostu skończyć książkę.
A która z książek jest lepsza Waszym zdaniem?

Czas na drugą część
  :-D Chcę się dowiedzieć co dalej ze Stepem.

Strach to czasem brzydka rzecz. Nie pozwala ci doznawać najpiękniejszych chwil.Będzie Twoim przekleństwem, jeśli go nie pokonasz.

Mówi się, że kiedy umierasz, w jednej chwili widzisz najważniejsze momenty swojego życia.

Nikt nie kocha, tak jak my kochamy, nikt nie cierpi, tak jak my cierpimy.

 

 

Wakacje!

Tak. Ja już mam wakacje. Dzisiaj o godzinie 15 weszłam do sali, napisałam egzamin praktyczny i już mam ten rok za sobą. W piątek wystarczy tylko odebrać świadectwo, ale tak naprawdę wakacje już są. Powiem Wam, że stęskniłam się za blogiem, tak dawno mnie tutaj nie było, a i czytać coś nowego nie bardzo było kiedy. Ale od czego są te piękne (przynajmniej mam nadzieję, że będą piękne) dwa miesiące?

Będę teraz miała więcej czasu, żeby zadbać o ten mój mały kawałek internetu. A co będzie w lipcu? Zdecydowanie sporo romantycznych książek, bo je najlepiej mi się czyta, kiedy się opalam – nie muszę się zastanawiać kto jest mordercą  :-D

„Bardzo wiele książek należy przeczytać po to, aby sobie uświadomić, jak mało się wie.”

 

„Blondynka na językach: Hiszpański europejski” Beata Pawlikowska

Jeżeli ktoś pokusił się na przeczytanie zakładki „O mnie” to na pewno wie, że interesują mnie języki obce. Kolejnym, na który padło jest hiszpański. Uczymy się słówek razem
z koleżankami, a pani, która pracuje w naszej szkolnej bibliotece zna język, więc w razie jakichś problemów gramatycznych zawsze nam pomaga. Zdecydowałam się na to, żeby kupić „Blondynkę na językach”, bo słyszałam, że to pomaga w opanowaniu języka. Co prawda trochę brakuje mi systematyczności, ale sporo zdążyłam już dzięki tej książce załapać.

blondynka-na-jezykach-hiszpanski-europejski-b-iext3812048

 

Sama autorka podkreśla, że jest to kurs mówienia. Na końcu jest tylko tzw. „Niezbędnik Gramatyczny”, do którego autorka odsyła nas wtedy, kiedy jest to naprawdę potrzebne. Zbiór tego co najbardziej może nam się przydać nie tylko jeśli chodzi o słownictwo, ale też o gramatykę właśnie.

To coś zupełnie innego tutaj, jeszcze nigdy nie wstawiałam czegoś co nie było powieścią  8-O Myślę jednak, że to nie był głupi pomysł, żeby to Wam pokazać. Jak wiecie cenię Beatę Pawlikowską jako podróżniczkę, więc to oczywiste, dlaczego mój wybór padł akurat na „Blondynkę…”
Jeśli ktoś zainteresowany inną książką Pawlikowskiej, którą opisywałam zapraszam tutaj: klik

„Dolina Tęczy” Lucy Maud Montgomery

Udało mi się dotrzymać słowa  :-D Kontynuuję wpisy o serii L.M. Montgomery. Jestem dopiero przy „Dolinie tęczy”, zaczęłam prawie rok temu! Nie jestem pewna czy blog założyłam pod koniec lipca, czy dopiero w sierpniu, ale będę musiała to sprawdzić.

352x500 (2)

 

Wybaczcie jeżeli nie widać zdjęcia. Jakiś czas temu weszłam na bloga, żeby sprawdzić jak on graficznie wygląda i byłam zszokowana, że tam nie ma zdjęć tylko nieudane miniatury! Nie mam pojęcia dlaczego… Na swoje usprawiedliwienie powiem tylko, że w edytorze tekstowym one są . Musicie mi wierzyć na słowo  :-|

Przy tej książce nie mam się co rozpisywać. Wiem, że niektórych nudzi już kolejna książka z tej serii. Dla tych, którzy zaglądają tu od niedawna: Mam ogromny sentyment do Lucy Maud Montgomery i bardzo zależy mi na tym, żeby chociaż seria o Ani znalazła się tutaj w pełni  :-D Tutaj nie ma zbyt wiele do opisywania. Dzieci bawią się w miejscu za domem, nazwały je właśnie „doliną tęczy”. Całość jest o ich przygodach, pojawiają się także dzieci pastora. Książka o dzieciach, niekoniecznie dla dzieci.

„Nigdy nie należy być pewnym, że życie nasze dobiega już kresu, bo kiedy nam się nawet zdaje, że los skończył pisać swą historię, to gdy odwracamy stronice księgi naszego życia, widzimy ze zdziwieniem świeżo napisany rozdział.”

„Strach jest gorszy niż to, czego się boimy.”

„Świat bez mężczyzn byłby okropnie nudny.”

Powiem wam tylko, że niedawno zorientowałam się, że nie przeczytałam całej serii! Byłam święcie przekonana, że ostatnia jest „Rilla ze Złotego Brzegu” – czytałam wszytkie jeszcze w podstawówce. W 2011 została wydana kompletna wersja „Spełnionych marzeń”, które były taką urywaną kontynuacją, „Ania z Wyspy Księcia Edwarda” i to jest ostatnia część. Już na nią poluję!

Mam strasznego lenia

Ostatnio jakoś tak wyszło, że kompletnie nie miałam czasu, ani ochoty czegokolwiek tutaj wstawiać. Na pewno znajdzie się kilka książek, które mogłabym polecić  ;-) ale mam mało czasu na czytanie. Jest mi głupio, że znów zaniedbuję bloga. Można powiedzieć, że to sukces biorąc pod uwagę jak krótko ten blog istnieje, a jest na nim tyle komentarzy. Cieszy mnie to, że jesteście dość aktywni. Mam nadzieję, że jest was więcej, tylko po prostu się nie ujawniacie  :-D Moim ogromnym postanowieniem jest popracowanie nad moim lenistwem. Szczerze liczę na to, że jeszcze nie zapomnieliście o tym małym kawałku internetu  :-P

Pozdrawiam was baardzo cieplutko :*
Do następnego postu

Podsumowanie pierwszego miesiąca..zimy?

W sumie ciężko powiedzieć jaki w tym roku był marzec. „W marcu jak w garncu” i to powiedzenie jest bardzo trafne  :-D

Podsumowanie marca:
Pojawiły się 3 wpisy, przy czym tylko jeden nowy tytuł i to w dodatku było to wyzwanie. Jeśli mam być szczera to nie mam czasu na czytanie, wracałam późno, tydzień praktyk, nowy laptop, którego ciągle jeszcze ogarniam, a oprócz tego mam książkowego kaca po „Wybacz, ale..” troszkę mnie rozczuliły i ciężko mi zacząć coś nowego.

Plany na kwiecień:
Myślę, że około 4-5 nowych tytułów, zależy od tego jakie będą moje przygotowania do świąt  :-D

Zakupy w marcu:
Kupiłam jeden horror i jeden romans..chyba romans. Oprócz tego mam za sobą dość nieudane zakupy przez internet, ale zobaczymy może jeszcze da się odkręcić.

Pozdrawiam cieplutko  :-)

Śliczności

Tym razem nie o książce, a o gustownym dodatku dla każdej czytelniczki/czytelnika (o ile by mu się spodobały). Jednak z reguły to dziewczyny szaleją za takimi gadżecikami. Tydzień temu nie było wpisu, bo mam nowego laptopa i jeszcze nie mam żadnego programu do obrabiania zdjęć. Muszę coś potem znaleźć, ale zwyczajnie mam więcej zadań niż czasu i jeszcze mniej chęci  ;-)

Tydzień temu byłam w Poznaniu na Targach Edukacyjnych. Co prawda do matury jeszcze dwa lata, ale komu szkodzi rozejrzeć się co proponują uniwersytety i szkoły wyższe. Tak się cudownie złożyło, że był też Targi Książki Dziecięcej i Młodzieżowej. Pochodziłyśmy sobie z koleżanką. Ja rzuciłam się na powieści, a ona znalazła takie jedno cudeńko, jako prezent dla swojej siostry. Właśnie takie cudeńka chcę Wam pokazać. Zdjęcie znalazłam z internetu. Sami przyznacie, że śliczne:

zakladka-birdy-ptak-krysztal-pioro,yjhgltqxxcjwmpzs

 

Ja stwierdziłam, że wolę kupić dwie tanie książki niż jedną zakładkę, bo jestem osobą roztrzepaną i i tak bym ją zgubiła. Ale nie mogłam tam ustać  :-D Wszystkim się strasznie podobała, musiałyśmy zaprowadzić kilka osób do tego stoiska, gdzie one były.

Pozdrawiam i życzę miłej niedzieli :*